Pożar hali magazynowej, do którego doszło 4 października na terenie strefy ekonomicznej w Słubicach, mocno poruszył lokalną społeczność. Jeszcze przez kilka kolejnych dni strażacy musieli wracać na miejsce, by tłumić powracający ogień, a mieszkańcy zmagali się z uciążliwym zapachem. 

Ogień wracał przez kilka dni

O tym, że na pogorzelisku co jakiś czas pojawiały się dym i płomienie, informowaliśmy na bieżąco, otrzymując od czytelników zdjęcia i nagrania (ZOBACZ / ZOBACZ). Strażaków alarmowali też m.in. kierowcy przejeżdżający przez strefę.

Rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Słubicach kpt. Mateusz Maćkowiak wyjaśniał nam w trakcie tych działań, że teren jest na bieżąco monitorowany przez strażaków, a samo pogorzelisko dodatkowo przez kilka dni patrolowała też policja.

Jak tłumaczył, ponowne pojawianie się ognia wynikało ze specyfiki obiektu i skali zniszczeń. – Ze względów bezpieczeństwa nie mogliśmy wejść do środka magazynu. Na skutek pożaru zapadły się jego ściany oraz dach, dlatego działania gaśnicze prowadzono wyłącznie z zewnątrz. Pod leżącymi arkuszami blachy mogły tworzyć się potem ukryte zarzewia ognia – tłumaczył rzecznik.

Dodatkowym utrudnieniem był charakter składowanego towaru – w magazynie znajdował się sprzęt elektroniczny, w tym akumulatory. Rzecznik uspokajał jednak, że pojawiające się okresowo płomienie miały charakter punktowy i nie stwarzały ryzyka rozprzestrzenienia się pożaru na większą skalę.

"Palący" problem z akumulatorami

Szerzej zjawisko to wyjaśnił dowódca Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Słubicach, mł. bryg. Paweł Przybylski, podczas spotkania w Urzędzie Miejskim w Słubicach, na którym władze samorządowe dziękowały strażakom za udział w akcji (ZOBACZ).

Dowódca zwrócił uwagę na procesy zachodzące w zniszczonych ogniwach, które sprawiają, że akumulatory potrafią zapalić się ponownie nawet po wcześniejszym stłumieniu płomieni. Może do tego dojść pomimo kontroli kamerą termowizyjną, która chwilowo wskazuje już spadek temperatury.

P. Przybylski wspominał, że gdy po kilku dniach strażacy prowadzili kolejne działania dogaszające, woda na pogorzelisku wciąż była wyraźnie ciepła – to efekt nieprzerwanych reakcji łańcuchowych wewnątrz baterii. To właśnie te procesy były kluczową przeszkodą w ostatecznym zakończeniu działań.

Uciążliwy zapach dotarł do Kunowic

Niepokój mieszkańców budził nie tylko powracający ogień, ale też uciążliwy zapach z pogorzeliska, który był odczuwalny na całej strefie ekonomicznej i docierał aż do obrzeży Kunowic. W tej sprawie napisała do nas jedna z mieszkanek, której dom znajduje się na skraju miejscowości.

– Kilka dni po pożarze nie szło wysiedzieć na tarasie, bo docierał do nas gryzący zapach, który powodował łzawienie i złe samopoczucie. Baliśmy się też otwierać okna – relacjonowała.

Kwestię potencjalnego zagrożenia dla zdrowia poruszył na spotkaniu w magistracie komendant powiatowy PSP st. bryg. Michał Borowy. Przypomniał, że w trakcie pożaru na miejscu pracowała specjalistyczna grupa ratownictwa chemicznego z Gorzowa Wielkopolskiego, a przeprowadzone pomiary powietrza nie wykazały stężeń zagrażających bezpieczeństwu mieszkańców.

– Oczywiście każdy dym zawiera w sobie szkodliwe substancje, więc wdychanie go w żadnych ilościach nie jest dobre dla organizmu, ale nie stwarza bezpośredniego zagrożenia dla zdrowia i życia – uspokajał komendant.

Trwa rozbiórka. Biegli badają system alarmowy

Na spotkaniu w urzędzie M. Borowy przedstawił również informacje dotyczące aktualnej sytuacji na zgliszczach. Zniszczony budynek jest obecnie rozbierany pod nadzorem Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego.

Jednocześnie trwa wyjaśnianie okoliczności wybuchu pożaru oraz przyczyn jego błyskawicznego rozprzestrzenienia. Zgłoszenie wpłynęło z automatycznego systemu sygnalizacji pożarowej, jednak w chwili przyjazdu pierwszych zastępów cała hala stała już w płomieniach. Biegli z zakresu pożarnictwa badają teraz, czy instalacja zadziałała prawidłowo, czy też rozwój ognia był tak gwałtowny, że wyprzedził możliwość szybkiej reakcji mimo automatycznego alarmu.

Na oficjalne ustalenia dotyczące bezpośredniej przyczyny zdarzenia trzeba będzie jeszcze poczekać.

Co dalej z magazynem?

O przyszłość tego miejsca zapytaliśmy właścicielkę obiektu, Magdalenę Ciszek-Kozłowską, prezesa spółki Promet Cargo. – Na razie trudno powiedzieć, wszystko zależy też od tego, jakie będą decyzje ubezpieczalni. Cały proces może trochę potrwać, nawet do roku – przekazała w rozmowie z naszą redakcją.

Do tematu będziemy wracać.

Tak wygląda pogorzelisko

Foto/wideo: Nikodem Hryniewicz