Rafał Borowiak ma za sobą kolejne triathlonowe wyzwanie. Słubiczanin ukończył zawody Ironman Australia w Port Macquarie, ponownie pokonując pełny dystans w czasie poniżej 10 godzin.
Na mecie uzyskał wynik 9:58:00, co dało mu 73. miejsce wśród 1227 startujących oraz 11. pozycję w swojej kategorii wiekowej. Do pokonania miał 3,8 km pływania, 180 km jazdy na rowerze i maraton, czyli 42,2 km biegu. Etap pływacki Rafał ukończył w czasie 1:01:17. Na trasie rowerowej, liczącej około 1500 metrów przewyższeń, spędził 5:14:20, a maraton przebiegł w 3:36:05.
Choć sam start był bardzo wyczerpujący, naszemu reprezentantowi humor cały czas dopisywał. Tak odpowiedział, gdy chwilę po ukończeniu zmagań zapytaliśmy go o wrażenia na trasie. – Trochę się upodliłem w krainie kangurów. Ale za to rekiny dobrze motywowały do szybkiego pływania – żartował.
Choć do rekordu życiowego zabrakło, słubiczanin podkreśla, że nie były to warunki na życiówkę. Cieszy go zrealizowanie kolejnego sportowego celu i ponowne złamanie bariery 10 godzin.
– Start w takim miejscu, na odległym kontynencie, w innej strefie czasowej, to nie tylko samo przygotowanie pod względem treningowym, ale również bardzo duże wyzwanie logistyczne. Cieszę się, że udało się zrealizować kolejny, sportowy cel – powiedział triathlonista.
Australijska wyprawa miała też swoje lokalne ciekawostki. Na jednym ze zdjęć Rafał uwiecznił znak z koalą i napisem „Zwolnij”. Jak widać, w krainie kangurów jedne zwierzęta motywują do przyspieszenia, a inne przypominają, żeby zdjąć nogę z gazu.
Poniżej zdjęcia udostępnione naszej redakcji przez Rafała Borowiaka.