Słubice: 28 czerwca 2017   |   Imieniny: Florentyna, Leon, Ireneusz
reklama
reklama

70 lat polskiego miasta Słubice. Co było przed nami?


Historyczny czas polskiego miasta Słubice rozpoczyna się dopiero w 1945 r. Przedtem była to część Frankfurtu nad Odrą. Dlatego chcielibyśmy dzisiaj zająć się 692-letnim okresem tej ówczesnej dzielnicy Frankfurtu. Zacznijmy od początków, ale w tym celu musimy spojrzeć daleko wstecz...

Podczas zakładania miasta w 1253 r. zamieszkany był również wschodni brzeg Odry. Na ten temat można przeczytać m.in. w dokumencie założenia miasta z poniedziałku 14 lipca 1253 r., cytat: „Ponadto dodaliśmy miastu 60 łanów na drugim brzegu Odry“ Koniec cytatu.

foto1

Łan jest starą niemiecką jednostką powierzchni, która w różnych okolicach oznaczała inną wielkość. Oznacza władanie gruntami rolnymi i oznacza grunt orny potrzebny do zaspokoje-nia potrzeb gospodarstwa wiejskiego – bardzo subiektywnia miarę. Może wynosić pomiędzy 7 ½ a 20 ha.

Dalej w stworzonym po łacinie dokumencie wspomina się „loco qui zliwiz“ z ustaleniem, że jeśli kiedyś tu (na prawobrzeżu) również zostanie zbudowane miasto, to tutejszy burmistrz powinien otrzymać te same prawa co burmistrz frankfurcki. „Zliwiz“ przekształciło się w ciągu wieków w „Schliewitz“.

Już od ponad stu lat frankfurccy historycy lokalny zmagali się bardzo kontrowersyjnie z tym pojęciem „loco qui zliwiz“.

foto2

Część wierzyła, że chodziło o słowiańską osadę, z czego naturalnie wychodzą też polscy badacze. Niemieccy regionaliści domniemywali, że to miejsce między miastem Frankfurt i wsią Trettin, dzisiejszym Drzecinem na końcu Sandfurt Weg, czyli dzisiejszej ul. Drzymały. Wyświetlane zdjęcie ukazuje dzisiejszą okolicę.

Swoje przekonanie uzasadniali tym, że w tym rejonie w 1912 r. podczas orki znaleziony został grot włóczni a w 1919 r. podczas budowy domu skorupy naczyń, które jednoznacznie były słowiańskiego pochodzenia. Tego domu jednak już nie ma.

Inna frakcja wątpiła w wariant słowiański i uważała, że za słowem „loco“ rozumiana była oko-lica lub krajobraz, który został nazwany „Zliwiz“ i był przewidziany dla drugiego, bliźniaczego miasta.

Powoływali się na to, że w rejonie Kunowic, na południe od dawnej leśniczówki Grundschä-ferei, należącej dzisiaj do nadleśnictwa Reppen, dzisiaj Rzepin, były wzgórza „Schlientzener Berge“, które nazwą przypominały bardzo Schliewitz.

Pojęcie to, które zostało wspomniane tylko raz w historii przy założeniu miasta Frankfurt, było nadinterpretowane na wszelkie sposoby według własnych życzeń i marzeń.
Co mogło jednak kryć się w rzeczywistości za tym tajemniczym określeniem „loco qui zliwiz“? Jeśli mamy być szczerzy, tego nie wiemy!

Wschodnia strona Frankfurtu aż do XVIII w. była nazywana „Über der Oder“ (Za Odrą). Teren ten używany był dla potrzeb rolnictwa i osadnictwo odbywało się początkowo bardzo opornie. Znacząca część ziemi należała do zamożnej frankfurckiej rodziny kupieckiej, jed-nego z najstarszych rodu Frankfurtu. Na przestrzeni dziejów należeli do niego burmistrzowie, radni i przysięgli. Odgrywali również rolę jako kanonicy biskupstwa lubuskiego.

Chowali też miejscowych. Założenie samego cmentarza żydowskiego przyjmuje się na ok. 1280 r. i nie jest wykluczone, że spoczywają tu Żydzi, którzy jeszcze w 1253 r. przeżyli założenie miasta.

W 1399 r. Frankfurt nabył wieś Kunersdorf, dzisiejsze Kunowice a także tereny Hocke-mannów. Miasto jako nowy właściciel potwierdziło Żydom w dokumencie z 2 lipca 1399 r. Ich prawa i obowiązku na placu pochówków. W piśmie została wskazana lokalizacja na Wzgórzu Ży-dowskim (Judenberg). Z tej wzmianki miejsca można wywnioskować, że to potoczne określe-nie było wówczas powszechne i może być kojarzone tylko z dotcyhczasowowym położeniem cmentarza.

foto3

Cmentarz, który przetrwał wieki od założenia miasta, .został całkowicie zniszczony w 1975 r., gdzie na splantowanej części wzniesiono hotel.
Ale to jest historia na inną okazję i nie będzie tutaj zgłębiana.

foto4

Teraz zrobimy duży skok w czasie i przeniesiemy się do 1626 r. Po wschodniej stronie mostu odrzańskiego dla obrony miasta wzniesiono dzieło rogowe, tzn. szaniec. W środku znajdował się pierwszy budynek lazaretu w mieście. Ten gwiaździsty szaniec został jednak z upływem czasu wskutek wojny trzydziestoletniej tak mocno uszkodzony, że konieczna była nowa bu-dowa. Ta rozpoczęła się w 1662 r. w zmienionej formie architektonicznej.

foto5

Tutaj też na planie z 1767 r. po raz pierwszy umieszczono już w 1682 r. wzniesiony pierwszy mały kościół tego przedmieścia.

Został wzniesiony na nielicznych palach, dlatego runął wskutek katastrofalnej powodzi z 1785 r. Masy wody zniszczyły większą część domów przedmieścia. Na odbudowę potrzebo-wano ponad 20 lat, ale kościół nie został już wzniesiony na nowo.

foto6

Stał on przypuszczalnie na środku dwupasmówki al. Młodzieży Polskiej. W tym rejonie już w 1577 r. utworzono pierwszy cmentarz przedmieścia. Był to poprzednim dzisiejszego cment-arza komunalnego na Wzgórzach Żydowskich.

Król Prus Fryderyk Wielki zarządził w 1766 r. nie tylko budowę fabryki jedwabiu we Frankfur-cie nad Odrą, ale też ją opłacił. W rachubę wchodziły dwie lokalizacje. Albo plac musztry An-ger w zachodniej części miasta albo na gwiaździstym szańcu. Mimo gorszych uwarunkowań gruntowych wybrane miejsce po wschodniej stronie Odry.

foto7

Kierownikiem budowy był pruski architekt Daniel Boumann, który zaplanował i wykonał budynek o wymiarach 146 na 45 stóp. Według naszych dzisiejszych jednostek jest to 46 na 16 metrów.
Przez późniejsze nasunięcia ziemi aż do czerwonej linii została ukryta seterena. Ten poziom ziemi zachował się aż do końca wojny w 1945 r.

Wraz z odbudową mostu w 1952 r. teren jeszcze raz został podniesiony o dobry metr, aby dopasować go do wysokości nowego mostu.

foto8

Tak Frankfurtczycy zapamiętali ten dom. Na zdjęciu dostrzec można również linię tramwajową nr 2. Lokalna fabryka jedwabiu było obok Berlina drugą największą tego typu w całych Prusach. Jej utworzenie stanowiła bodziec wzrostu gospodarczego tego dotąd dla rolnictwa przewidzi-anego przedmieścia. Ale już 30 lat później budynek został zamknięty z powodu nieren-towności i używano go do celów mieszkalnych. Przypuszczalnie po 1880 r. fasadę ubogaco-no balkonami.

foto9

To zdjęcie z 1946 r. pokazuje stan budowli po zakończeniu wojny. Budynek, który w ostatnich godzinach wojny stracił jedynie szczyt północnego komina, został mimo to wyburzony w 1952 r.

Ale cofnijmy się jeszcze raz do XIX w. Ponieważ uniemożliwiał on dalszy rozwój miasta, w 1800 r. szaniec został zniesiony. Swoją drogą nigdy nie musiał zostać użyty do obrony miasta. Nowopowstała powierzchnia była teraz używana głównie dla celów rolniczych, a lazaret przerobiono na farbiarnię. Stała ona bezpośrednio na późniejszej Friedrichstraße, dzisiaj ul. Jedności Robotniczej.

Na modelu miasta we frankfurckim Muzeum Viadrina, który przestawia okres ok. 1550 r., wskazuje również sytuację na wschodnim brzegu Odry.

Przedstawiony jest tu również po raz pierwszy w 1601 r. wzmiankowany gościniec „Złoty Lew“. Jako zwykły dom gościnny miał już istnieć od 100 lat.

foto10

Adres Crossener Str. 3 był rozległy i obejmował nie tylko gościniec. Chodziło o grupę domów, które ciągnęły się przez Roßstraße, później ul. Mickiewicza aż do Blumenstraße, dzisiaj ul. Kościuszki. Pod tym adresem w 1857 r. frankfurcki budowniczy organów Wilhelm Sauer założył swoje przedsiębiorstwo a w budynku po prawej obok „Złotego Lwa“ swoją siedzibę miał też Urząd pocztowy Dammvorstadt. W tej grupie domów w 1941 r. zameldowanych było 27 gospodarstw domowych. Dzisiaj te działki oraz fragment ulicy pozostają zabudowane przez Collegium Polonicum.

Do 1895 r. gościniec stał bezpośrednio obok starego drewnianego mostu przy późniejszej Crossener Str. Nr. 3, dzisiaj to ul. 1 Maja. Na szlaku pocztowym Berlin – Krosno Odrzańskie – Wrocław miał on również stację postoju, gdzie podczas dalekodystansowych podróży zmęczone konie wymieniano na te bardziej wy-poczęte. W narożnym domu przebywały koronowane głowy państw i znaczący politycy tamtego okresu. Nie moglibyśmy tam jednak oczekiwać dzisiejszych standardów 5-gwiazdkowego ho-telu. Były to raczej dość pospolite jak na dzisiejsze czasy udogodnienia.

foto11

Wśród gości nocujących w gościńcu w 1813 r. był to król Prus Fryderyk Wilhelm III, który był w podróży powrotnej z Wrocławia do Berlina.

W kwietniu 1836 r. gościli tu książeta Orléanu i Nemour, synowie króla Francji Ludwika Filipa I, a w czerwcu 1838 r. przebywała tu cesarzowa Rosji Aleksandra Fiodorowna, córka króla Prus Fryderyka Wilhelma III i żona cara Mikołaja I.

foto12

II wojnę światową gościniec przetrwał nieuszkodzony. Jego koniec przyniósł pożar z 20 maja 1945 r. Domy na prawo od spalonego gościńca były niezniszczone, ale już na zdjęciu lotniczym z 1953 r. więcej ich nie ma. To wyjaśnia numer domu 1 dla słubickiego domu kultury SMOK.

Historia domu strzeleckiego sięga daleko do XV w. I zaczęła się wcale nie po tej stronie Odry. W 1406 r. po raz pierwszy została wzmiankowana gildia strzelecka. Miała swoją siedzibę na dzisiejszym placu Anger przy Lindenstraße. Strzelcy nie byli wtedy sposobem na zagospo-darowanie wolnego czasu, ale byli rzeczywiście odpowiedzialni. Jako broni używali kuszy.
To zdjęcie pokazuje położenie starego domu strzeleckiego z żerdzią przed Bramą Gubeńską w 1631 r. podczas pierwszego oblężenia miasta przez Szwedów.

Zawody strzelnicze do sztucznego ptaka, który bywał przymocowany do końca drążka, kończyły się wyłonieniem króla strzelców.

Z powodu zaplanowanych, ale niezrealizowanych budowli koszarowych w latach 50. XVII w. gildia strzelecka musiała opuścić dom. Po długich poszukiwaniach znalazła wreszcie nowy teren „Za Odrą“. Nowy dom związkowy dla „Schützengilde Frankfurt an der Oder von 1406“ został ukończony w 1775 r. Powstał w pobliżu granicy miasta jadąc do Crossen (Oder) – Krosna Odrzańskiego.

Zdecydowanie lekko wzniesiony dom musiał jednak już w 1828 r. zostać zamknięty ze względu na niestabilność konstrukcji. Po pierwszym budynku nie zachowała się żadna ryci-na.

Późniejsza przebudowa z 1830 r. była właściwie nową budową od podstaw. Tu spoglądamy na stronę od dziedzińca. Crossener Straße czyli ul. 1 Maja przebiega za domem.

W 1879 r. po prawej wzniesiono obie sale. Sala mała w okolicach późniejszej wieży była używana jako restauracja i pomieszczenie dla zgromadzeń. Sala duża była zastrzeżona do specjalnych uroczystości.

Dobre 30 lat później starsza część budynku otrzymała w 1912 r. swój dzisiejszy wygląd, jed-nocześnie powstała wieża.

Z biegem czasu sala duża zmieniała nie tylko swój wygląd, ale i przeznaczenie. W czasie I wojny światowej, tak jak wiele pomieszczeń we Frankfurcie, używany był jako lazaret.

W 1930 r. pomieszczenia zostały przebudowane przez frankfurckiego architekta Otto Petera. Tym samym otrzymały swój dzisiejszy wygląd. W okresie 1930-1932 w domu strzeleckim tu-dzież w pobliskim ogrodzie przemawiali prezydent Paul von Hindenburg, Adolf Hitler i polityk SPD Kurt Schumacher.

Od maja 1945 r. jeszcze do października 1946 r. budynek używany był jako sala taneczna przez polskich mieszkańców jak i radzieckich żołnierzy, przy czym miało dochodzić do pols-ko-radzieckich rękoczynów.

3 listopada historyczny został został przeznaczony na pierwszy katolicki kościół w Słubicach. Pierwszym polskich proboszczem w domu był ks. Edward Łowiński, który zastąpił swojego krótko służącego poprzednika, frankfurckiego kapłana Maximiliana Lobodę. Na koniec zmierzam jeszcze do klejnotu przedmieścia, czyli Stadionu Wschodniomarchijskiego. Leży od niedaleko dawnej wieży Kleista.

Cofnijmy się do końca XIX w. W okresie studiów w Akwizgranie młody mężczyzna o nazwisku Otto Morgenschweis przypadkowo podczas niedzielnego spaceru trafił na mały festyn na miejscowym wzgórzu Lousberg.

Na zboczu wzgórza wznosił się mały amfiteatr, który wywarł na nim niezatarte wrażenie. Tego teatru na świeżym powietrzu, który przypominał teatr grecki na skraju miasta, nie ma już więcej.

Kiedy w 1914 r. po bitwie pod Tannenbergiem 100.000 schwytani Rosjanie zostali zabrani do Niemiec, również Frankfurt nad Odrą otrzymał swój obóz jeniecki. Morgenschweis był w tamtym czasie już frankfurckim radcą budowlanym.

Jego zdaniem wspomniali jeńcy powinny posłużyć pożytecznej pracy. Na myśli miał żwiro-wisko leżące przy ówczesnej Birkenallee.
Po późniejszym otwarciu stadionu ulica ta zyskała nazwę Friedrich-Ludwig-Jahn-Weg ku czci ojca niemieckiej gimnastyki, a dzisiaj nazywa się ul. Sportowa.

Jego ideą było zbudować coś na wzór amfiteatru w Akwizgranie, ale na większą skale i wraz ze stadionem. W swoje plany włączył dodatkowo inspirację dawnym Grunewaldstadion w Berlinie. Tam też był basen, zrezygnowano jedynie z zadaszenia trybun.

Dodatkowo przez szczęśliwy przypadek udało mu się nawet odzwierciedlić berliński dom Po-dbielskiego poprzez wkomponowanie do kompleksu dębu stojącego już wcześniej na żwirowsku.
Tym samym legenda o tzw. dębie Hitlera należy jednoznacznie zdementować.

W wojennym roku 1915 rozpoczęły się prace ziemne na zachodnim zboczu wzgórza Kleista. Do tych bardzo rozległym prac ziemnych zaangażowano już wspomnianych rosyjskich jeńców z obozu Gronenfelde. Powoli przedostawano się wgłąb flanki wzgórza Kleista a masy ziemi wyrzucano tuż obok, aby uzyskać płaską powierzchnię do zawodów stadionowych. Tu spoglądamy w kierunku cmentarza komunalnego.

Po I wojnie światowej prace ustały do ok. 1924 r. Prace kontynuowano w ramach aktywizacji bezrobotnych i powoli można było rozpoznać, co też ma powstać na dawnym żwirowisku.

Kąpielisko zostało ukończone jako pierwsze i już w 1926 r. został oddane do użytku. Podział na trzy niecki odbyło się dopiero 10 lat później. Na zdjęciu po prawej powstał już pierwszy dom przy późniejszej ulicy Am Hängebusch, potem nr 2. Dzisiaj to ul. Sportowa 3.

W roku następnym 27 maja 1927 r. został otwarty Stadion Wschodniomarchijski. Oferował on miejsce dla 30.000 osób. Kapitalny dąb na tej pocztówce z końca lat 20. XX w., który wtedy miał już ponad 100 lat, odgrywał kluczowy wpływ na wygląd stadionu.

foto13

Koło tzw. wiaduktu OGELA po prawej stronie zdjęcia widać główne wejście na stadion w swojej pierwotnej formie. OGELA to skrót od targów rzemieślniczo-rolniczych na tym terenie.

A to widok po przebudowie w 1935 r., jeszcze do zobaczenia na zdjęciu lotniczym z 1953 r. Dzisiaj rozpoznać można tylko resztki fundamentów na placu używanym jako parking.
Obok wielu dużych imprez sportowych stadion wykorzystano również do innych okazji.

18 i 19 czerwca 1932 r. pod hasłem “Aktywizm, ale nie radykalizm“ odbył się XXX Marchijski Dzień Katolików. W Mszy Świętej, którą odprawiał nuncjusz Orsenigo, uczestniczyło 20 000 ludzi.

foto14

Następna legenda, którą uporczywie się podtrzymuje, jest „słubicki Stadion Olimpijski“. Od 20 lat frankfurcka strona zwraca uwagę, że stadion z Olimpiadą w Berlinie w 1936 r. nie miał nic wspólnego a było to jedynie życzenie autorów tego określenia.

Nie odbywały się tu ani zawody olimpijskie ani nawet przygotowania. Tylko podczas całkiem normalnej frankfurckiej imprezy sportowej szczebla powiatowego 27 lipca 1936 kilku człon-ków niemieckiej kadry narodowej ubogacałą imprezę swoją wiedzą podczas skoków do wody.

W archiwum miejskim we Frankfurcie nad Odrą w dodatku sportowym do gazety Frankfurter Oderzeitung z 20 lipca 1936 r. można przeczytać m.in. – cytat: „W najbliższą sobotę na Stadionie Wschodniomarchijskim we Frankfurcie nad Odrą wystartu-je wielu członków niemieckiej kadry olimpijskiej (...)“ i dalej: „Obok skoków do wody będą zawody w piłce wodnej młodzieży Frankfurtu przeciwko młodzieży Finsterwalde oraz drużyn seniorskich Frankfurtu iSenftenberg“. Koniec cytatu.

Czyli nie stadion olimpijski. Co byłoby, gdyby część nazwy służącego za pierwowzór berlińskiego Grunewaldstadion wykorzystać do nazwy słubickiego obiektu, tj. „słubicki Wald-stadion“ (stadion leśny)? To określenie pasowałoby w 100% i podkreślałoby urok tego jedy-nego w swoim rodzaju obiektu w Polsce...

75 lat po otwarciu, w latach 2002-2003 odbyła się gruntowna renowacja. Czy przy tych pracach uszkodzono system korzeniowy starego dębu, nie jest wiadome. Niedawno drzewo musiał niestety zostać usunięte.

Stary Stadion świeci nowym blaskiem, tutaj na międzynarodowych zawodach sportowych osób niepełnosprawnych w 2011 r. Teraz jest klejnotem miasta Słubice.

---
Niniejszy tekst stanowi polskie tłumaczenie wykładu frankfurckiego historyka Eckarda Reißa, który ten wygłosił 21 stycznia i 4 marca b.r. dla słubickich i frankfurckich uczniów – uczestników projektu edukacyjnego „Latarnia“ oraz wybór niektórych slajdów.
 

Chcesz dodać komentarz do artykułu? Zaloguj się lub zarejestruj swoje konto na portalu.

Reklama
Reklama

Informacje o autorze

Roland Semik - rocznik 1984, z wykształcenia prawnik z zakresu prawa polskiego i niemieckiego; z zamiłowania historyk, regionalista i dziennikarz obywatelski.
roland_semikKontakt: roland_semik@yahoo.de

Najchętniej czytane

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama