Słubice: 17 października 2019   |   Imieniny: Juliana, Łukasza, Bogumiła
reklama
Witamy, Gościu
Nazwa użytkownika Hasło: Zapamiętaj mnie

Płacz i zgrzytanie zębów, czyli słów kilka o sytuacji w lesie za bazarem
(1 przeglądających) (1) Gość
  • Strona:
  • 1

TEMAT: Płacz i zgrzytanie zębów, czyli słów kilka o sytuacji w lesie za bazarem

Płacz i zgrzytanie zębów, czyli słów kilka o sytuacji w lesie za bazarem 08/29/2018 16:50 #33673

Płacz i zgrzytanie zębów. Obraz nędzy i rozpaczy. Tak mogę w dwóch zdaniach opisać to co się dzieję w lesie za bazarem.

Piątek, późne popołudnie, deszcz który przegonił duchotę właśnie ustał, powietrze zrobiło się przyjemne. Stwierdziłam że zabieram rodzinę na spacer a że dzień wcześniej rozpisywałem się na temat lasu za bazarem to właśnie tam się udaliśmy. Był to jeden z powodów bo ile można robić os’ów po mieście, żeby jeszcze było gdzie iść ile można oglądać architekturę naszych sąsiadów czy ich kozią wyspę. Chcieliśmy się po prostu gdzieś przejść a nie siedzieć w parku jednym czy drugim gdzie jest więcej betonu niż zieleni. Ów las był przeze mnie odwiedzany ostatnio jakoś 6-8 lat temu, więc kierunek las za bazarek.
Uprzedzam jeśli ktoś chciał by się tam wybrać z rodzina z wózkiem to niech się przygotuje na spory wysiłek, przepychanie, przenoszenie wózka. To nie jest łatwa trasa.

Pierwotnego wejścia do lasu już nie ma, stoi tam obiekt handlowy więc weszliśmy od strony lewej. Od samego początku towarzyszy nam dzikość tego miejsca wszystko bardzo zarosło, miejsce nadaje się na plan jakiegoś horroru i z takim poczuciem prze spacerowaliśmy cały ten lasek. Nie wspominałbym o tym gdyby to były naturalne ścieżki w innym lesie tak jak np. las przy Odrze za wałem po drugiej stronie miasta. Wiadomo będąc w lesie musi być wszystko zarośnięte ale opisuje las za bazarem, miejsce w które człowiek już ingerował. Od razu przy wejściu w oczy rzucają się stosy śmieci. Moja córka ma osiem miesięcy i nie zadaje jeszcze pytań. Starsze dzieci mogłyby się zapytać czemu tu są śmieci, co one tam robią, kto je tam wyrzucił i dlaczego. Odpowiedź na te pytania byłoby wyzwaniem dla rodziców bo przecież nie powiemy swojemu dziecku że ludzie to debile o skłonnościach autodestruktywnych dążących do unicestwienia planet. Idąc dalej stanęliśmy w miejscu gdzie kiedyś była mała chatka drewniana z paleniskiem i ławki. Cóż z tych konstrukcji pozostało tylko wspomnienie w mojej głowie, wybranka mego serca nie miała okazji zobaczyć tego miejsca kiedyś. Oczywiście kolejną pozostałością po tym domku to masa śmieci. Naprzeciw tej chatki była ścieżka wejściowa, główne wejście, teraz rosną tam chaszcze po pachy a w oddali widać tylną ścianę tego obiektu handlowego o którym wspominałem na starcie. Gdzieś w połowie tej długości między głównym wejściem a nieistniejącym już domkiem jest wejście na drewniany pomost. Powiem tak, bałem się tam wejść cały pomost jest mocno zniszczony, wybrakowany, napalony i spróchniały. W tej chwili byłem bardzo wściekły, idąc dalej wściekłość wzbierała. Spacerując dalej główną ścieżką po prawej stronie mieliśmy “staw” to za ładnie powiedziane, powinien powiedzieć na wpół wyschnięte bagno na powierzchni którego pływały, leżały śmieci ale śmieci to widocznie za mało są tam całe śmietniki, zużyte opony, stare AGD. Kolejnym miejscem w którym musieliśmy się zatrzymać i “przeprawić” dalej to wodospad po prawej stronie. Nazwę go wodospad rozpaczy, zarośnięty, zaniedbany ktoś kto nie wiedział że tam był wodospad przeszedłby dalej nie zauważając niczego. Kładka na ścieżce pod którą kiedyś płynęła woda w 50% zniszczona, nie da się normalnie przejść nie wspominając o przejechaniu wózkiem. Pokonaliśmy przeszkode idąc dalej mijamy śmieci w lesie, śmieci w bagnie. Dotarliśmy do kolejnego pomostu, tego większego który mieści się na końcu dolnej części lasu. Tam stwierdziłem że wejdę na niego zobaczę co się dzieję dalej. Oczywiście rodzinę zostawiłem na bezpiecznym lądzie a sam wszedłem na pomost. Idąc środkiem w miejscu gdzie deski są przytwierdzone do grubej belki nośnej, nie ryzykowałem przejścia po deskach, są spróchniałe, połamane, popalone co kawałek brakuje kilku. Cała konstrukcja skrzypi jest niebezpieczna i niestabilna to samo tyczy się też pierwszego pomostu o którym wspominałem wcześniej. Między pierwszym a drugim pomostem jest jeszcze mały mostek prowadzący na malutką wysepkę ów mostek jest w takim samym albo jeszcze gorszym stanie niż wymienione pomosty. Tak o to zwiedziliśmy dolną część lasu, myślałem że już gorzej być nie może więc zdecydowaliśmy się iść teraz na górną cześć.

Wiele wysiłku kosztowało moją rodzinę dostanie się na wyższy poziom, pisząc rodzina wliczam w to psa “kruszynkę” 30-to kilowego amstafa AKA. Roki. Bez jego pomocy nie weszli byśmy na górę. W pewnym momencie wózek ugrzązł na stromym kawałku i musieliśmy poprosić naszego małego pieska o pomoc. Sama matka lub ojciec z wózkiem miałby spore trudności się tam dostać a przecież jesteśmy na spacerze a nie na treningu strongmanów. Jesteśmy na górzę hura! Tam ze ścieżek szerokich odgrodzonych krawężnikami zostały tylko malutkie ścieżki dróżki wyjeżdżone przez rowery. Samych krawężników prawie nigdzie nie widać przebijają się gdzieniegdzie spod ziemi. Osoby nie będące w tym lesie za czasów jego świetności nie powiedziałyby że są tu specjalnie zrobione ścieżki tylko że to dzikie wydeptane dróżki. Po drodze napotykamy drogowskaz z którego ciężko coś wywnioskować, jest zniszczony. Zrobiliśmy parę kilometrów po tym lesie i wiecie co, ławkę widzieliśmy tylko jedną na dodatek nie nadająca się do użytku, zgniła, zarośnięta. Kierując się na pole biwakowe które jest położone gdzieś wyżej, już standardowo mijamy stosy śmieci ale dwa obrazy zostaną mi w pamięci na długo, mianowicie biała foliówka zawieszona na małym drzewku. Ten wymowny obraz mówi że las się poddaje. Kolejny taki obraz to plastikowa butelka wsadzona w dziuple, to mówi że “hej las mamy cię w dupie”. To przykry widok ale prawdziwy. Co my ludzie wyprawiamy ? Podążając dalej ścieżką mijamy stos ściętych drzew nie wiadomo dlaczego, przypominającą jakąś dziką wycinkę. Mijamy śmieci i w końcu docieramy do pola biwakowego. Moja reakcja ? - wypowiedziałem kilkanaście bluzgów. To co tam ujrzeliśmy to MASAKRA (masakra odnosi się do całego lasu) Pamiętam jak byłem tam ostatnio, fakt było to bardzo dawno temu ale pamiętam domek ławki i palenisko, niewielką polanę. Jako harcerz robiliśmy tam zbiórki, ogniska, graliśmy na gitarze i śpiewaliśmy. Teraz jedynie co tam można zaśpiewać to “seek and destroy - metallica” Oczywiście po całej tej konstrukcji nie zostało nic, NIC! Wszystko zarośnięte ciężko był tam wjechać wózkiem a co dopiero zrobić tam jakiś event. Widać pozostałości po jakimś grillu, to wszytko tam leży i zarasta, zieleń komponuje się ze śmieciami. To chyba będzie naturalny obraz zieleni przyszłości. Zwróciliśmy i wracamy do domu, smutni, zamyśleni, wściekli.

Nie mogę się nie odnieść do wieży Kleista , do inwestycji która jest tu zaplanowana (swoją droga do 2 kwartału tego roku - tak wynika z budżetu gminy, a mamy środek 3 kwartału). Stawiać obiekt turystyczny w tym miejscu w sytuacji kiedy z lasu i ze stawu zrobiliśmy wysypisko śmieci w sytuacji kiedy jest to tak bardzo zaniedbane jest po prostu nie rozważnie, nie mądre i głupie. Mnie nasuwa się pytanie czy to specjalnie została tak zaniedbane a żeby w przyszłości to wyciąć podzielić na działki i zabudować ? (Nie jestem zwolennikiem budowy ów wieży w tym momencie - budżet, koszty)

Tak samo nie mogę się nie odnieść w kontekście tego lasu do polityki lokalnej zważając że za chwilę mamy wybory samorządowe. Gdzie był burmistrz i jego ludzi gdzie byli radni miejscy. Założe się że wszyscy mieszkańcy chcą czystych lasów a w przypadku kiedy już coś zostało w tym lesie wybudowane chatki, ławki, ścieżki, pomosty żeby było o to dbane niezależnie od poglądów politycznych i statusu. To my wybieramy ludzi odpowiedzialnych między innymi za ten las, to wybrani przez nas ludzi zarządzają gminą podkreślam w NASZYM imieniu. Bardziej niż do burmistrza mam żal do radnych naszego miasta. Mając możliwość o decydowaniu o losach naszego miasta nic nie zrobili z tym lasem. Czy oni tam w ogóle byli ostatnio ? Oczywiście jest to wina nas wszystkich, jedni się tym nie interesują inny śmiecą a kolejni są obojętni.

Do tekstu załączam zdjęcia z obrazu nędzy jaki panuje z tym lesie i mam prośbę aby czytając ten tekst i oglądając fotki skupić się na problemie lasu i co dalej z nim zrobić pomijając wieżę i politykę to las jest tutaj najważniejszy. Więcej foto na FB.

Pozdrawiam
Robert Kubica


las1.jpg


las2.jpg


las3.jpg


las4.jpg


las5.jpg


las6.jpg
Urodzony i zamieszkały w Słubicach przedstawiciel młodego pokolenia. Zwolennik zielonych, nowoczesnych miast, miłośnik natury. Dobroczynny, dobroduszny i konsekwentnie dążący do celu. „Wole oddać innym niż mieć sam“ – to jego motto. Największą satysfakcję sprawia mu pomaganie innym. Od lat baczny obserwator spraw lokalnych, o których chętnie pisze i dyskutuje. Lubi heavy metal i sporty takie jak jazda na deskorolce i rolkach. Głowa rodziny, zawodowo menadżer jednej z lokalnych firm.
Ostatnio zmieniany: 08/29/2018 20:15 przez Redakcja Słubice24.pl.

Odp: Płacz i zgrzytanie zębów, czyli słów kilka o sytuacji w lesie za bazarem 08/30/2018 00:47 #33674

  • grudzień
  • Offline
  • Forumowy mądrala
  • Posty: 107
Bardzo fajnie z humorem i dystansem napisany tekst. Przeczytałem z przyjemnością. Gratuluję autorowi trafnych spostrzeżeń. Do niczego nie można się przyczepić, choć bardzo lubię to robić. Serdecznie pozdrawiam.
Ostatnio zmieniany: 08/30/2018 00:49 przez grudzień.
Za tę wiadomość podziękował(a): Robert Kubica

Odp: Płacz i zgrzytanie zębów, czyli słów kilka o sytuacji w lesie za bazarem 10/13/2018 21:52 #33876

  • m1
  • Offline
  • Początkujący
  • Posty: 4
Ostatnio zmieniany: 10/14/2018 08:35 przez m1.
  • Strona:
  • 1
Wygenerowano w 0.17 sekundy
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama