Słubice: 17 października 2019   |   Imieniny: Juliana, Łukasza, Bogumiła
reklama
Witamy, Gościu
Nazwa użytkownika Hasło: Zapamiętaj mnie

Wybory na nadburmistrza Frankfurtu? Nie musimy się niczego obawiać
(1 przeglądających) (1) Gość
  • Strona:
  • 1

TEMAT: Wybory na nadburmistrza Frankfurtu? Nie musimy się niczego obawiać

Wybory na nadburmistrza Frankfurtu? Nie musimy się niczego obawiać 03/15/2018 09:51 #32467

4 marca mieszkańcy Frankfurtu nad Odrą wybierali nadburmistrza, który będzie rządził przez kolejnych 8 lat. 18 marca odbędzie się druga tura wyborów.

ffo_most.jpeg


Nadburmistrz we Frankfurcie ma moim zdaniem nieco mniejsze kompetencje niż burmistrz czy też prezydent miasta polskiego. Tym niemniej jest to istotna funkcja - ze względu na gospodarowanie budżetem miasta oraz na to, co nazwę „poczuciem gospodarskiej obecności w mieście”. Obywatele każdego miasta chcą wiedzieć, że ktoś troszczy się o ich sprawy.

Dotychczasowym burmistrzem był dr Martin Wilke, bardzo ładnie kooperujący z Polską. Miał on w ciągu ostatnich lat pewne osiągnięcia, ale również sprawy, z którymi nie potrafił się uporać. Na przykład, przez 7 lat nie został uporządkowany budżet miasta, zadłużenie wzrosło z 60 do ponad 130 mln euro. W ostatnim roku jego „rządów” budżet udało się zrównoważyć, to znaczy – wpływy obecnie są równe wydatkom.

Przeciwko Wilkemu wystartowali jego dwaj zastępcy z dwóch dużych partii: Markus Derling z CDU i Jens-Marcel Ullrich z SPD. I jedno jest jasne: w wyborczą niedzielę ta cała trójka poniosła sromotną klęskę. Wilke dostał 20 proc. głosów, Derling 14 proc., a Urlich tylko 5 proc. Pierwsza tura to czerwona kartka dla dawnej elity miejskiej (myślę, że można ich tak nazwać).

Kto otrzymał największą ilość głosów? Pierwszą turę z ogromna przewagą wygrał Rene Wilke, 33-latek, syn Niemca i Rosjanki, urodzony we Frankfurcie, który jest członkiem lewicowej partii - Die Linke. Był również kandydatem Zielonych, którzy są widoczni w mieście. Uzyskał 43 proc. głosów, zatem niewiele brakowało, a wygrałby w 1 turze.

Wpływ na to miał zarówno komponent antysystemowy – ponieważ Rene Wilke był „przeciw systemowi”, krytykował porządki panujące w mieście, jak i jego osobowość. Jest to przekonujący, inteligentny otwarty, sympatyczny człowiek.

Dodatkowo prowadził on bardzo intensywną kampanię na poziomie obywatela, chodził od mieszkania do mieszkania. Mnie również zaprosił na rozmowę konsultacyjną, podczas której odniosłem wrażenie, że z uwagą słuchał. Otworzył się na wszystkich obywateli, również na polską stronę. Sądzę, że jeżeli uda mu się wygrać wybory, to w dziedzinie współpracy z Polską będzie co najmniej tak samo kooperatywny i otwarty, jak Martin Wilke.

Cały establishment polityczny Frankfurtu zdaje sobie sprawę, że szansa obu miast leży we współpracy. Ogromnym symbolicznym gestem było to, że pierwsze spotkanie publiczne wszystkich kandydatów odbyło się w Słubicach. To zupełny ewenement.

Wszystkim zależy na tym, abyśmy byli transgranicznym ośrodkiem miejskim - i w ten sposób wyróżniali się od innych prowincjonalnych miast obu krajów.

Frankfurtowi w tej chwili nie powodzi się źle, już parę lat temu został zahamowany odpływ ludności, który był gigantyczny. Przypomnę, że Frankfurt utracił od czasów upadku socjalizmu 50 proc. ludności czynnej zawodowo. Obecnie zarysowuje się również wzrost gospodarczy, który osiąga dodatnie wartości mimo spektakularnych wpadek, jak np. plajta fabryki kolektorów słonecznych. Dobrze funkcjonuje uniwersytet Viadrina.

Frankfurt ma renomę miasta otwartego mentalnie, na ulicach słyszy się języki niemal z całego świata, na samej Viadrinie studiuje ponad 100 narodowości. Nie ma również spektakularnych prawicowych ekscesów. Wilko Möller , kandydat partii Afd, która jest najagresywniejsza jeśli chodzi o hasła antysystemowe, uzyskał 17 proc. głosów. Wydaje się to sporo, ale jest poniżej średniej wschodnioniemieckiej.

W tym, co podczas kampanii mówił Möller nie było ani specjalnej ksenofobii, ani żadnych akcentów antypolskich. Nie sięgał po „ograne” argumenty - że Polacy kradną samochody czy zabierają pracę.

Jeśli chodzi o nasze najbliższe sąsiedztwo, przez najbliższych 8 lat nie musimy się niczego obawiać, ponieważ - albo Wilke albo Wilke. Obaj są propolscy. Frankfurt będzie funkcjonował dalej na tych samych zasadach. Będzie razem ze Słubicami tworzył Dwumiasto, nasz eksportowy produkt dla firm, obywateli czy turystów. O ile nie dojdzie do pogorszenia klimatu politycznego w Europie, to moim zdaniem dla obu organizmów miejskich mamy zagwarantowaną minimalnie przyzwoitą przyszłość.
Dr Krzysztof Wojciechowski, pochodzący z Warszawy działacz społeczny, filozof i socjolog, obecnie mieszka we Frankfurcie nad Odrą. Od 1994 roku pracuje na stanowisku dyrektora administracyjnego Collegium Polonicum w Słubicach, wspólnej placówki Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz Uniwersytetu Europejskiego Viadrina.

Jest założycielem i wieloletnim prezesem zarządu Fundacji na rzecz Collegium Polonicum, a także założycielem i prezesem stowarzyszenia MyLife – erzählte Zeitgeschichte e.V. Autor kilkunastu publikacji o relacjach polsko-niemieckich, m.in. „Moi kochani Niemcy”, „Jak postępować z Niemcami w biznesie i nie tylko”, „Trans-Uni. Problemy zarządzania międzynarodową współpracą szkół wyższych w regionach przygranicznych”.
Ostatnio zmieniany: 03/15/2018 09:56 przez Krzysztof Wojciechowski.
  • Strona:
  • 1
Wygenerowano w 0.12 sekundy
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama